wtorek, 4 sierpnia 2009

No i minął rok... czyli II zlot czytelników optyczne.pl

To taki mały jubileusz. Już od roku smaruję tego bloga, bo pierwszy post był zainspirowany pierwszym zlotem w Walewicach. Niby nie całe 3 dni, a wrażeń starczyło na klika miesięcy. Jak będzie w tym roku? Ci co byli to wiedzą: nawet lepiej. Dlaczego? Bo znowu był fajny klimat, fajni ludzie, fajne miejsce, fajny sprzęt a i atrakcji więcej. Ale od początku:

Zaczęło się w piątek 31 lipca. Po formalnościach typu zakwaterowanie, jedzenie i pobranie sprzętu (tutaj K-Consult znowu stanął na wysokości zadania), pierwszą atrakcją był nocny plener.

Ja akurat wybrałem wycieczkę nad tamę, prowadzoną nieco na około, przez Jareckiego. Początkowo myślałem, że jak 20 fotografów rzuci się na ten sam obiekt, nawet tak rozległy jak tama, to powstanie masa takich samych zdjęć. I tu się miło i nie miło rozczarowałem: miło, bo nawet zdjęcia tego samego mogą być skrajnie różne, a nie miło bo kiedy mi już brakowało pomysłów na ujęcia jakiegoś "hydranta" czy innej "barierki", pozostali mieli jeszcze kilka koncepcji na ten sam obiekt :-(.



Po 2 godzinach snu, przyszła pora na poranny plener. Początkowa idea odbycia go na wspomnianej tamie padła, na rzecz wyczajonego przeze mnie w drodze powrotnej obiektu o nazwie "Szwajcaria lwówecka". W bladym świetle poranka pojechaliśmy do tej "Szwajcarii"... trochę w ciemno.
Ci co liczyli na fotografowanie skał we wschodzącym słońcu (w tym ja) trochę się rozczarowali - urwisko jest zwrócone na zachód :-). Na szczęście, na szczycie znalazła się łączka, na której każdy znalazł coś dla siebie.
Po godzinie focenia skończyło się fajne światło, buty były przemoczone a w brzuchcach burczało z głodu. Ponieważ do śniadania zostało jeszcze trochę czasu, postanowiliśmy pojechać jeszcze do zatopionej żwirowni, poszukać wodnych ptaków. Zamiast ptaków, znaleźliśmy zatopioną barkę :-P, która bardzo przypadła mi do gustu.


Po śniadaniu przyszedł czas na najmocniejszą część zlotu: warsztaty.
Pierwsze na jakie trafiłem, dotyczyły drukarek canona (trochę marketingowy bullshit) i monitorów EIZO - bardzo porządna robota w stylu technical-sales. Mój następny monitor to będzie EIZO i to pewnie w technologii IPS.

Kolejne "zajęcia" polegały na zabawie lunetami i lornetakami Pentaxa. O ile lunety i adaptery do digiscopingu zupełnie mnie nie wciągnęły, to lornetka z trybem makro została, moim zdaniem, hitem imprezy.

Na koniec zostały mi najsmakowitsze zajęcia - focenie w zaimprowizowanym studio. Warsztaty trzeba było jednak okupić wysłuchaniem (z powodu niewyspania miałem zamknięte oczy) prezentacji na temat systemu sony alfa.
Na szczęście przejście do części praktycznej podziałało pobudzająco. O ile w warsztatach praktycznych, związanych z teorią pracy z oświetleniem, trochę pomogło wcześniejsze poczytanie książki, o tyle aspekt socjologiczny był dla mnie kompletnym zaskoczeniem: Zupełnie nie zdawałem sobie sprawy, że z modelką to się rozmawia! I na dodatek ciężar tej konwersacji spoczywa na fotografie :-) - nie to, żeby od razu zacząć się zwierzać, ale trzeba choćby powiedzieć jak ma się ustawić.
Ja niestety wpadłem na niezbyt dobry pomysł równoczesnego przetestowania nikkora AF-S DX 35 f/1.8, który okazał się być za szeroki do pracy w studiu. Ciągłe łapanie w kadr stelaży od tła, albo statywów lamp, tak mnie wyprowadziło z równowagi, że nie byłem w stanie nawiązać jakiegokolwiek kontaktu z modelką. Ta na szczęście była doświadczona w pracy z takimi łosiami jak ja, więc koniec końców, moja rola polegała na naciśnięciu migawki w odpowiednim momencie.
Uff - to było troszkę żenujące doświadczenie, ale jednocześnie wywołało pewnien niepokój: muszę jeszcze wrócić do studia i sobie na spokojnie poćwiczyć.

Dla formalności wspomnę jeszcze, że wieczorem wybraliśmy się na kolejny plener, ale twórcze zatwardzenie tak mi się dawało we znaki, że kompletnie go nie wykorzystałem.
Parę słów na temat sprzętu - jeśli chodzi o obiektywy to jak mawiał mój współ-spacz: "szału nie było". Test raczej negatywny, bo żadnego z sigmowych szkieł, które testowałem nie kupię. A oto co testowałem:

EX 70-200 2.8 Macro drugiej generacji. Niby wszystko na miejscu, ale pod swiatło mocno traci kontrast i brakuje jej OS'a. Ponieważ na wspomnianej łączce trafiłem na panią tygrzykową, zacząłem bawić się funkcją makro i tu dwa zaskoczenia:
  • Pierwsze: zoom w makro to fajna sprawa (do tej pory bawiłem się tylko stałkami z okolic 105 mm).
  • Drugie: obiektyw, który traci ostrość podczas zoomowania mi się nie podoba
I właśnie to drugie zaskoczenie zdyskwalifikowało tę Sigmę. Po prostu zdarzało mi się złapać ostrość, potem stwierdzić, że kadr mi się nie podoba i go trochę przezoomować. Efekt: ostrośc idzie w diabły.
Natomiast muszę tutaj oddać honor w jednej kwestii: Ten obiektyw jest używalny przy 2.8.

Kolejna zabawka - troszkę kuriozalna, bo rozliczyłem się już z moją pasją makro przy okazji nikkora 105 VR, to Sigma EX 180 f/3.5 Macro. Tu znowu szału nie było, zwłaszcza z ostrością. Natomiast miłą cechą tego obiektywu jest spory dystans roboczy, co tylko potwierdza moją tezę, że do poważnego focenia robaków potrzebny jest jak najdłuższy obiektyw makro. Dużym atutem tej sigmy aż 46 centymetrowy dystans przy którym daje odwzorowanie 1:1. I to był powód dla którego wziąłem ten obiektyw.
Trochę natomiast rozczarowuje ostrość tego szkła. Stałoogniskowe obiektywy makro w tej dziedzinie rozpieszczają użytkowników swoimi osiągami, stąd moje wygórowane wymagania. Warto tutaj wspomnieć, ze zostałem lojalnie uprzedzony, zarówno przez jednego z ojców redaktorów, jak i któregoś Łukasza z K-consult, że być może powinienem wybrać 150-tkę zamiast nieco za miękkiej 180-tki. Cóż uparłem się na dodatkowe 8 cm dystansu to mam.
Morał: gdybym miał teraz kupować makro do robaków to zbierałbym kasę na micro nikkora 200 f/4 :-), albo na równie wybitnego micro nikkora 70-180. (niestety oba nie były testowane przez optycznych)

Trzecie szkło - hmm, trochę na nie nie starczyło czasu, a być może powinienem się na nim troszkę skupić zwłaszcza, że dni mojego 18-70DX wydają się policzone. Dwa poprzednie szkła sigmy oraz pożyczony nikkor 35 zajęly mi tyle czasu, że EX 18-50 f/2.8 przeleżał większą cześć imprezy w plecaku. A szkoda, bo patrząc po opiniach na forum ten obiektyw może troszkę namieszać. A jego następca, nieco ciemniejszy, ale za to z makro i nie zmieniający swoich rozmiarów, gdyby "zaczynał się" od 17mm, byłby hitem.

Jaki jest zatem morał z całej imprezy? Warto było wydać 350 zeta na zlot, żeby uchronić się przed wydaniem kilku kilo na obiektywy, które nie są dla mnie warte swojej ceny.
Dlatego podsumowanie jest jak najbardziej pozytywne. Ze szkieł to będę starał się kupić nikkora 35 1.8. Ten obiektyw, że pewnie dostanie oddzielny artykuł.



Jeśli kiedykolwiek ten tekst zostanie przeczytany przez kogoś sprzedającego Sigmę to mówię to jasno, prosto i wyraźnie: dzięki za możliwość potestowania. W zeszłym roku testowałem i kupiłem (EX 10-20). W tym, testowałem i nie kupię. Oba doświadczenia są bardzo cenne.
Czekam na OS'a i poprawki na tle zoom-ostrzenie w Sigmie 70-200. Wtedy ją kupię.

Jeśli chodzi o inne produkty, to na liście wstępnych kandydatów na zakupy znalazła się lornetka makro i telewizor EIZO.

W kwesti "drogi twórczej" - trzeba się w końcu nauczyć pracy ze światłem i w studio. Szacun dla Sony za zrobienie mi smaku.

Kolejny wniosek jaki mi się nasunął dotyczy konkursu, który mnie trochę rozczarował (nie, nie dlatego, że tym razem, wśród nagrodzonych nie było mojego zdjęcia). Wygrały zdjęcia dobre.
Natomiast wśród wyróżnień sporo było prac przeciętnych. Zauważyłem, że kierunek w jakim poszła moja estetyka - czyli szukanie jak najbardziej abstrakcyjnych a jednocześnie minimalistycznych ujęć rzeczy znanych, zupełnie rozmija się z ogólną estetyką uznaną za fajną przez jury. Wyjątkiem w tej kwestii jest praca maźka (6 miejsce). Ale przynajmniej nie żałuję, że jak to było w zeszłorocznym konkursie, nie wystawiłem zdjęcia za mało odważnego. Po 10 dniach, nadal jak gapię się na moje zdjęcia ze zlotu uważam, że fota którą wystawiłem, jest jedną z najlepszych, które tam zrobiłem. A to już coś, bo nie poszedłem na wyczucie gustu jury - a nie wygrany monopod? No cóż, trzeba go będzie po prostu kupić :-))


I to by było na tyle. Czekam na następny raz.

1 komentarz:

Monastor pisze...

Bo ta konkursowa abstrakcja jest bardzo fajna. Uważam, że wyróżnia się spośród zgłoszonych ujęć. Muszę przyznać, że wśród laureatów też jest paru takich, których osobiście bym nie typował do wyróżnienia. Parę osób rozczarowało mnie nie zgłaszając nawet paru naprawdę świetnych fotek. No cóż, de gustibus non est disputandum.